Nasi Au-Pairs  »  Ewa Kuc


Ewa Kuc - Racibórz, śląskie

Rodzina goszcząca : Oakland, stan Kalifornia

Dzieci pod opieką: bliźnięta: chłopiec i dziewczynka (4 miesiące)

Pobyt roczny: X 2007 - X 2008


Kalifornia, Oakland
 
15 listopad 2007
 
Na dworze 62 stopnie Fahrenheita (to jest dokładnie 16,6666667 stopni Celsjusza ;). 
Słyszałam, że w Polsce spadł pierwszy śnieg… Hm… 
Kto nie lubi tej pory roku w Polsce, powinien jak najszybciej pojawić się w Kalifornii. 
Nie ma piękniejszego miejsca na Ziemi podczas jesieni. 
Błękitne niebo, kwitnące przed domami kwiaty i drzewa. Palmy.
Ameryka to niekoniecznie Nowy Jork, San Francisco, Chicago, 
gdzie wielkie wieżowce zasłaniają niebo podczas pięknego słonecznego dnia. 
Chociaż, nie powiem, to też ma swoje uroki. 
Doszłam do wniosku, ze prawdopodobnie dlatego Amerykanie noszą tak wysoko zadarte głowy, 
bo ciągle szukają słońca na niebie, chodząc ulicami tych industrialnych miast. 
Niekoniecznie jest tak wszędzie. 
Samo San Francisco ma miejsca, które aż zadziwiają mnogością kolorowych jednorodzinnych 
domków. I te strome ulice… Zapierają dech w piersi! 
Aż strach nimi chodzić, bo można przechylić się do tyłu. 
Nie wszędzie, ale zdarzają się aż tak strome.
 
I przestrzegam tych, co myślą, ze potrafią dojść na piechotę wszędzie! 
Przestrzegam, chociaż nie mowie, że bez samochodu to tutaj kompletna klapa! 
W samym SF brak samochodu to żadna strata. Komunikacja jest bardzo prosta. 
Z samochodem więcej czasu traci się na szukaniu parkingów. 
I ciągle są korki, od najwcześniejszych godzin bardzo porannych po noc. 
Jeżeli jednak mieszka się w pewnym oddaleniu od miasta, to dobrze jest mieć samochód, 
bądź dostęp do komunikacji autobusowej w niedalekiej odległości od domu. 
Jeżeli rodzina nie udostępnia au pair samochodu, najlepiej od razu zapytać, czy podwiozą was 
gdzieś w razie potrzeby. Ja tak właśnie mam. 
Czasami nawet późnym wieczorem, kiedy wracam z SF bądź z innych miejsc, 
moja rodzinka jest na telefon. Staram się ich jak najmniej fatygować, jednak czasami to niemożliwe, 
abym wszędzie i zawsze chodziła na piechotę. 
Trzeba wiedzieć, ze tutaj naprawdę BARDZO mało kto chodzi na piechotę. 
Moja rodzinka dojeżdża samochodem do stacji metra (dokładnie do BARTa – to taki metro-pociąg), 
a stamtąd jedzie BART’em do SF do pracy. 
Tak jest łatwiej i szybciej i taniej. Benzyna nawet tutaj drożeje w zastraszającym tempie. 
 
Okolice SF to tereny gdzie jest wszystko. 
Kto kocha morze, ma Pacyfik. Kto kocha góry, ten na pewno się nie zawiedzie. 
Ludzie uprawiają sporty i jedzą bardzo zdrowe jedzenie. Wiele jednak zależy od rodziny, 
do jakiej się trafi. Niektórzy pochłaniają wszystko z McDonalds, wtedy toczą się po ulicach. 
Jednak prawie w każdym większym markecie, których jest tutaj na pęczki, 
dostanie się zdrową żywność, organiczną, jaką się chce. 
Kto wielu rzeczy w Polsce nie spróbował, ten na pewno powinien zrobić to tutaj. 
Korzystać ile się da. 
Ja przykładowo chodzę po wszystkich orientalnych restauracjach i zamawiam rożne dania. 
W Polsce nie było mnie na to stać, ani nawet nie miałam możliwości bywania w takich restauracjach. 
Tutaj wiem, że jeżeli wchodzę do meksykańskiej restauracji, 
to dostanę oryginalne meksykańskie jedzenie. 
Przygotowane według meksykańskiego przepisu i przyrządzone przez meksykańskiego kucharza. 
Tak samo jest z wszystkimi innymi restauracjami. 
Jednak są minusy tych przyjemności. Bardzo szybko można przybrać na wadze. 
O tym też trzeba tutaj pamiętać! 
Najlepiej uzbroić się w rower i umiar. Bo tutaj bardzo łatwo go stracić. Umiar, znaczy się!
 
Co najważniejsze - przylatując tutaj nie należy brać ze sobą wielu rzeczy (ubrania, buty, wszelkie ozdoby). 
Jednym z najpopularniejszych sklepów jest ROSS, 
gdzie ja spędziłam trzy godziny z moim pierwszym kieszonkowym. 
Przyznam się szczerze, że nigdy w Polsce za jedna tygodniówkę nie kupiłam sobie tylu rzeczy. 
Bluzki, spodnie, bielizna, kolczyki, torebki i inne rzeczy – to wszystko należy zostawić w Polsce.
Wziąć parę najważniejszych rzeczy na pierwsze dwa tygodnie.
 
I bardzo ważna rzecz. 
Należy chodzić na spotkania Au Pair organizowane przez koordynatorki z danego terenu. 
Nawet jeżeli zna się słabo język i człowiek boi się, że się z nikim nie dogada. 
Takich osób jest mnóstwo. 
A spotkania (mimo że czasami są sztywne) szczególnie na początku otwierają przed nami wiele możliwości. 
Można spotkać osoby, które mieszkają blisko nas. 
Potem możemy wspólnie wyjść do kina, czy na kolację z wybranymi osobami. 
Przez takie spotkania zawiera się bardzo bliskie znajomości z ludźmi z całego świata. 
Łatwiej jest również przeżywać chwile, kiedy jest ciężko. Bo i takie momenty przychodzą. 
Różnice kulturowe, językowe i wszystko inne czasami może sprawiać wrażenie nie do przejścia. 
Jeżeli ma się znajomych poza rodziną goszczącą, jest łatwiej. O wiele łatwiej. 
 
I nie należy się niczego bać! To dotyczy wszystkiego, co napisałam wcześniej. Niczego! 
Mówienia, pytania, błądzenia, chodzenia, jeżdżenia, jedzenia, spotykania innych osób! 
Próbować, próbować i jeszcze raz próbować! Ot i cała filozofia pobytu Au Pair w Stanach.     
 
Dla Amerykanów nic nie jest dziwne. 
Jeżeli jest, to robią wszystko aby tego spróbować, poznać, doświadczyć. 
Tak wyrabiają sobie opinię. Albo coś lubią, albo nie. Ale nic nie jest wtedy dziwne… 
Takie jest moje wrażenie. 
A przy tym wszystkim należy pamiętać, ze tutaj ludzie żyją tak jak wszędzie na całym świecie. 
Mają swoje problemy i zmartwienia, pracę, dom, rodzinę. 
Nie ma cudów, ani marzenia nie ziszczają się same na ulicach San Francisco. 
Jednak życie jest tutaj łatwiejsze!